W dzieciństwie nie siedziałam co prawda całymi dniami w książkach, miłość doczytania przychodziła stopniowo, ale przecież każdy pamięta jakieś książki z dzieciństwa. U mnie w domu książki były zawsze i trochę książkowych wspomnień mam. Wiadomo - baśnie Andersena znałam na pamięć, "Królową Śniegu" kazałam sobie czytać sto razy, kilka pierwszych tomów "Ani z Zielonego Wzgórza" przeczytałam z wielką przyjemnością, kiedyś miałam jakąś dziwną fascynację "Awanturą o Basię" (nie wiem skąd mi się to wzięło), a kilka lat później przeczytałam wszystkie tomy Pottera w dwa tygodnie. Skupiłam się i zebrałam kilka tych ulubionych, które wspominam do dziś. Mam nadzieję, że wybrałam te trochę mniej oczywiste, bo celowo pominęłam takie evergreeny jak "Kubuś Puchatek" :)


