Wojciech Smarzowski nie jest moim ulubionym reżyserem. Wręcz przeciwnie. Jego filmy są dla mnie zbyt dobitne, wulgarne, naturalistyczne. Może się nie znam, może nie rozumiem reżyserskiej wizji, ale przytłaczają mnie, przerastają i po każdym obiecuję sobie, że nigdy więcej. Powtarzałam to sobie po seansie "Drogówki", a mimo to dzisiaj zasiadłam w sali kinowej, żeby zobaczyć "Pod Mocnym Aniołem. Są trzy powody, dla których złamałam daną sobie obietnicę i pewnie złamię ją jeszcze kilka razy.
